Powiadom mnie! Wpisz swój email, a my damy Ci znać, kiedy produkt będzie dostępny.
Email Ilość Twój e-mail zostanie wykorzystany tylko do powiadomienia Cię o dostępności.
Zamów książkę "Yerba mate w tydzień" samą lub w zestawie i użyj kuponu na darmową wysyłkę kurierem: 100%mate


Opinie o yerba mate (ostrokrzewie paragwajskim)

Autorem tekstu jest Konrad Panicz

Inwestycja w niniejszy zbiór mini-recenzji wyniosła około 400zł, wliczając stosowne akcesoria. Czy opłaciło się? Sprawdź, a potem spróbuj sam/a!

Mowa będzie o ostrokrzewie paragwajskim, z którego przyrządza się napar, zwany popularnie yerba mate. Wziąłem pod uwagę ponad 30 firm: Amanda, Andresito, Cachamate, Campeche, Campesino, Canarias, CBSe, Colon, Cruz De Malta, Del Cebador, El Gaucho, El Pajaro, Fede Rico, Indega, Kraus, La Hoja, La Mejor, La Merced, La Selva, La Tranquera, Mate Green, Nobleza Gaucha, Pipore, Pizca Del Mondo, Playadito, Rosamonte, San Remo, Sara, Selecta, Taragui, Union.

W ich obrębie zrecenzowałem ponad 60 produktów. Rynek oferuje oczywiście więcej, nie o tworzenie kompendium jednak mi chodzi. Oto dzienniczek z prywatnego wojażu na przestrzeni dwóch lat.

Przed rozpoczęciem “podróży” zapoznałem się ze słowniczkiem. Terminów jest kilkanaście (Matero / Odpylanie / Bombilla / Especial / Tradicional / Con Palo / Sin Palo / Sin Humo / Despalada / Relax / De Campo / Bio / Suave / Organica / Seleccion / Premium / Terere), jednak najważniejsze to matero i bombilla, czyli naczynko i rurka z sitkiem. Ot, podstawowe przyrządy. Bardzo estetyczny wynalazek, złego słowa nie powiem.

Mate Green – Regular – Pierwsza yerba jaką piję. Smak przypomina mi zieloną herbatę, z większą goryczką w przedniej części języka. Efekt przyjemnego pobudzenia utrzymuje się długo i równomiernie. Sposób pobudzenia przypomina mi powolne jechanie w górę kolejki, rytmicznie do nieba. Co innego mocna kawa, która uderza jak raz. Takie porównanie. MG polecam do picia “użytkowego”, do degustacji myślę znajdę jeszcze lepsze okazy.

Mate Green – Imbirowa Caliene – Gorycz przestarzałego imbiru miesza się z goryczą yerby. Kiepski wynalazek, lepiej osobno kupić świeży sproszkowany imbir i dodać go do regularnej yerby.

Mate Green – Fitness – Róża, koper włoski, czerwona Pu-Erh, morszczyn (fuj!), mięta pieprzowa i… niestety sztuczny aromat, konkretnie grejfrutowy. Dodatków w MG jest zawsze ~10%, to i tak zbyt dużo jak na zjawisko komercyjne typu “zróbmy wszystkie możliwe smaki”. Nie polecam jednak. Poza tym yerbę lepiej mieszać z Rooibosem, to słyszałem i to potwierdzam.

Mate Green – Lemon – Susz trawy cytrynowej i skórki cytryny. Lemoniadowe? Ani trochę. Woń kostki toaletowej. Tandetne, fabryczne rozwiązanie. Składniki świeżo dodane, a osobno kupione, dałyby lepszy efekt.

Mate Green – Porzeczkowa Rozkosz – Porzeczki wyczuwalne, a nawet widoczne. Lepiej, niż pozostałe eksperymentalia tej firmy.

Mate Green – Fuerte – Guarana, miłorząb japoński i przede wszystkim tzw. “wesołe jagódki”. Klarowny, pełny i mocny smak, dorównujący aromatowi. Podgatunek godny podium, upojny jak lato.

Mate Green – Kwiatowa – Tu na prawdę widać płatki! Do okazjonalnego spróbowania zachęcam, na pewno bardziej, niż do uprzednio wymienionych eksperymentaliów. Nie jest to jednak yerba do codziennego popijania.

Mate Green – Mas Energia Guarana – Jakościowo uważam zaraz po (lub na równi) z Fuerte. Czysta, bez pyłu (z tytułu marki Mate Green). Wiadomo mi jednak, że są jeszcze inne yerby z guaraną warte uwagi. Wstrzymam się z werdyktem.

Mate Green – Owoce Orientu – Cóż. Zdanie na temat eksperymentaliów już padło. Również, jak kwiatowa, do jednorazowego spróbowania, co najwyżej.

Mate Green – Róża Cytryna – Najbliższa neutralnej Regular, wciąż jednak bez fajerwerków. Drugie zamówienie z próbkami już w drodze.

Taragui – Con Palo – Tradycyjna, a więc pylna yerba. Gorzka i mocna, toteż polecam zestawić sobie z “gęstymi” cukierkami, np. krówki/toffee. Zupełnie jak ciastko do herbaty. Gorzka czekolada 90% przestaje być, przy tej yerbie, gorzka. Dopiero przy trzecim zalaniu smak minimalnie lżejszy. Ponoć “uosobienie (…) yerba mate”. W mojej opinii minimalnie gorsza od Fuerte, ale to pewnie przez te rozweselające jagody goji.

Colon – Tradicional – Faktycznie mocno dymny aromat. Niesamowicie rozpoznawalna. W smaku ów dym również zauważalny. Na szczęście już przy drugim zalaniu “odjęło” nieco pyłu. Po trzecim zalaniu susz wciąż utrzymuje się wysoko, to sugeruje myślę sporą wydajność. Podobnie jak goryczka w piwie, smak Colona jest przystępniejszy za każdym następnym łykiem. Właśnie dowiedziałem się, że moja bombilla (zwana potocznie rurą) ma trzy pierścienie chłodzące i stąd taki komfort picia. Właściwie, i tak bym się nie poparzył, yerby nie można zalewać wrzątkiem.

San Remo – Najbardziej neutralny smak yerby jaki jestem w stanie sobie wyobrazić. Nie za mocny, nieco dymny, zbalansowany. W miarę dobra do picia na co dzień. Za czwartym zalaniem jednak to już bardziej woda, niż yerba. Ot, produkt do spożycia.

Indega – Especial – Póki co umiejscowić ją mogę między Colonem a San Remo. Mocna, solidna, ale nie tak pyląca jak Colon. Pasuje nawet do gorzkiej czekolady. Przy trzecim zalaniu wciąż intensywna. Stanowczo polecam na co dzień. Jeśli nie selekcjonowana to tradycyjna.

Indega – Tradicional – Ups! Matero ceramiczne upadło i pękło. Tymczasowo używam ceramicznego kubka. Nie odczuwam większej różnicy między Tradicional a wcześniejszą Especial. Yerba z prawdziwego zdarzenia i tyle komentarza. Dopiero za czwartym zalaniem (podkreślam) zaczyna tracić na smaku. Swoją drogą stawiana, pod względem mocy, na równi z Pajarito. Najpewniej ze względu na umiejscowienie upraw obok siebie.

Cruz De Malta – Elaborada – Różnica między Cruzem a Indegą jest dla mnie stosunkowo niewielka. Odnoszę wrażenie, że Cruz ma bardziej “okrągły” smak. Daje kopa, złego słowa nie mogę powiedzieć. Póki co jednak jestem zauroczony Mate Green Fuerte.

Rosamonte – Elaborada – Mam coraz więcej trudności w odróżnieniu smaków poszczególnych yerb. Mogę tylko dodać, że odpowiednia temperatura zalewania faktycznie jest kluczowa dla smaku. Rosamonte ponoć jedna z ważniejszych marek, ja na szczęście nie jestem specjalistą.

CBSe – Energia – Yerba z guaraną i pomelo. Wyśmienity smak. Przyznaję, sztuczny, ale najlepszy jak dotąd wariant yerby z guaraną. Niesamowicie pobudza. Stanowczo polecam. To przyjemność kosztować tą yerbę, zwłaszcza jeśli ktoś nie przepada za stricte gorzkimi, tradycyjnymi opcjami.

Taragui – Energia – Pobudza ponoć lepiej niż CBSe Energia i wszystkie inne yerby z guaraną razem wzięte. Smakowo gorzej od wspomnianej CBSe, jednak wciąż jest to yerba z guaraną, czyli mateina/teobromina z guaraniną/kofeiną. Badania ponoć trwają, więc nie wiem dokładnie, które związki dokładnie są kluczowe dla efektu pobudzenia. Grunt, że efekt po prostu jest.

Na opakowaniu zaręczono, że pobudza dwa razy bardziej, niż najmocniejsza tradycyjna Taragui bez patyczków. Ponoć nawet cztery razy bardziej, niż pozostałe yerby. Cóż mogę powiedzieć, działa jak energetyk. Guarana zawiera więcej kofeiny, niż kawa i więcej teobrominy niż kakao. Do tego sama Taragui i mamy efekt murowany. Trzeba stosować ją ostrożnie, ze względu guaranę. Bez specjalnych okoliczności zalecam tylko do tłustszych posiłków i to w małej ilości (zasypanie góra 25g).

Taragui – Naranja – Rozumiem, że naranja to tyle co pomarańcza. W aromacie słabo wyczuwalna. W smaku kwaśnawa. Jak mówiłem, lepiej wrzucić świeże dodatki.

La Merced – De Campo – Według opakowania nieszablonowe walory smakowe. Tak. Wyróżnia się. Tyle.

Yerba mate La Merced de Monte 500g
Yerba mate La Merced de Monte 500g

Amanda – Elaborada – Nieco łagodniejsza od innych tradycyjnych. Polska marka, nazwa od żeńskiego imienia. Jeśli dobrze zrozumiałem; Polacy odwiedzający Paragwaj sporo pomogli w rozwoju branży, za pomocą tej właśnie marki.

Union – Relax – Najsłabsza jaką piłem. De facto obniżona zawartość kofeiny/teobrominy/teiny. Ciężko mi się wypowiedzieć dłużej, to pierwszy Union jaki piłem.

Union – Bio – Z inuliną? A co to jest inulina? Zastępuje cukier diabetykom. Nie oznacza to jednak, że mamy do czynienia ze słodką yerbą.

Fede Rico – Bio – Inulina, powiadam. Mocniejszy smak od pozostałych bio. I…. znowu mi się materko stłukło.

Campesino – Anis – Na szczęście przyszło kolejne zamówienie. Pojemność 200 ml i cienkie ścianki to prowizorka… Cóż, bywa. Anyżowa yerba jest po prostu ohydna. Po dwóch łykach sobie darowałem. Łączenie yerby z anyżem wyjątkowo nieudane.

Cachamate – Rosa – Woń kostki toaletowej. Jedno zalanie. Nie tak tragiczne jak Campesino Anis, ale też stanowczo odradzam.

La Mejor – Bio – Bio znaczy z inuliną, tak? Dodatkowo widzę jakieś atesty. Słodzenie nie pomaga. Pić tylko, gdy konieczność.

Nobleza Gaucha – Molienda Equilibrada – Znalazłem sposób na odpylanie yerby. Najpierw należy potrzymać rękę nad parującą wodą, potem przyłożyć do naczynia z yerbą i potrząsać. Powtarzać do skutku. Zawsze jakiś pomysł. Nobleza Gaucha? Ani dobra, ani zła.

Kraus – Organica – Interesujący aromat, przypomina świeżo skoszoną trawę. Chyba każdy właściciel ogródka wie o czym mówię. Według opakowania, jak i mojego osądu; średnia wypadkowa kilku/kilkunastu marek yerb. Pomysł podobny do sposobu produkcji blended whisky.

La Hoja – Seleccion – Selekcjonowana. Smak wyróżnialny. Tekst jednak czytasz, a nie wąchasz. To trudność w przekazaniu szczegółów. Próbowałem dodać sok z kokosa, ale synergii nie było.

Pipore – Tradicional – Cejrowski promuje, pod swoim nazwiskiem, za prawie dwa razy większą cenę. Tytułuje ją “Yerba dla zuchwałych”. Yerba faktycznie warta swojej ceny, ale pierwotnej, nie tej zuchwałej.

Playadito – Tradicional – …to nie było Pipore? Fakt, trochę słabsze. Nazwa też śmieszna mniej. Bez fajerwerków.

Selecta – Premium – W końcu regularna yerba, która faktycznie wyróżnia się smakiem, niewiele mniej niż Colon. Po pewnym czasie może się wybitnie znudzić, ale póki co bardzo mi odpowiada.

Pipore – Despalada – Dość dużo pyłu. Zdążyłem przerzucić się na matero 350ml, co pozwala mi zamiast 25g zasypać 50g suszu. Popijam aktualnie na zmianę z CBSe Energia. Moc bardzo podobna, jednak o smaku CBSe już mówiłem. Gdyby CBSe Energia była bez patyczków… marzenie. Pipore Despalada to chyba pierwsza tradycyjna despalada jaką próbuję (pomijam Taragui Con Palo, patrz słowniczek).

El Gaucho – Elaborada – Ponoć Cejrowski pija, taka rekomendacja. W zasadzie to zwykła reklama. W smaku przypomina znacznie słabszego jakościowo Colona. Paczkę kupiłem w jakimś “herbacianym na rogu”. To jedyna paczka yerby jaką posiadali. Dlatego też o świeżości nie ma mowy. Znośnie smakuje z miłorzębem japońskim i miodem, ale tylko gdy tych składników jest więcej, niż samej El Gaucho. Przetestowałem również na wodzie mineralnej, zamiast kranowej. Ten manewr jednak lepiej chyba zadziałałby z innymi yerbami.

Mate Green – Despalada – Do tej pory próbki były w raczej wątpliwej jakości opakowaniach. MG Despalada dostałem w nowym, hermetycznym opakowaniu, przypominającym takie, jak od kociej karmy. Ostry papier, szczelny, zachowuje aromat na długo.

Del Cebador – Kolejne zamówienie, chyba czwarte. Przypomina w zasadzie każdą yerbę. Picie jest jednak utrudnione przez bardzo zmielony susz, zapychający bombillę razem z pyłem.

La Tranquera – Łagodniejsza. Czemu na okładce jest koń? Może potrzeba końskiej dawki, żeby zadziałała? Luźne skojarzenie. Klasyczna, delikatna.

Yerba mate Rosamonte wyselekcjonowana
Yerba mate Rosamonte wyselekcjonowana

Rosamonte – Elaborada – Szlachetna, dobra do podawania gościom. Smak pełny, choć nie tak natarczywy jak Colon, ani nie tak wycofany jak Union.

Amanda – Despalada – Przyjemna. Jakościowo według mnie całkiem blisko Rosamonte. Głównie chyba dlatego, że to despalada; nie zawiera patyczków, jest więc po prostu mocniejsza. Właściwości pobudzające ważna rzecz.

Cruz De Malta – Elaborada – Delikatniejsza, niż się spodziewałem po mocno brzmiącej nazwie. Elaborada (zawierająca więcej patyczków) sprawia, że nie jest się pobudzonym bardziej, niż “przewiduje ustawa”.

Canarias – Na opakowaniu stwierdzono, że posmak jest charakterystyczny i słodkawy. Nie. Ponadto drobno zmielona, zatyka niestety bombillę.

Sara – Elaborada – Najzwyklejsza, w złym tego słowa znaczeniu.

Campesino – Clasica – Także bez cudów. Moim zdaniem niemal to samo co wyżej (Sara – Elaborada). Może odrobinę lepsza.

Colon – Especial – Ot, bardziej wyselekcjonowany Colon. Różnica jednak odczuwalna dla mnie głównie chyba dlatego, że dawno nie piłem Colona. Poza tym trzeba mieć wzgląd na przewagę świeżego suszu. Gdy połączyć z dowolną Indegą nabiera jeszcze więcej mocy.

Taragui – Pera Mediterranea – Nieciekawy efekt. W pierwszej kolejności “pera mediterranea” zinterpretowałem jako “do medytacji”, czyli w domyśle o obniżonej zawartości substancji pobudzających. Kolejne luźne skojarzenie. Faktycznie chodzi jednak o śródziemnomorską gruszę, a właściwie jej aromat. Jaki jest? Przypomina kolorowe gumy balonowe dla dzieci. Innymi słowy ostrokrzew paragwajski z dodatkiem chemii. Za drugim zalaniem “słodycz” mocno zanika, nieprzyjemnie powszednieje.

Taragui – Sin Palo – Sin palo to synonim despalady, jeśli dobrze zrozumiałem, bez listków. Smak intensywny jednak też dlatego, że użyłem 50g suszu na 200ml naparu. Przy takiej konfiguracji można spokojnie zalewać ten sam susz 6-7 razy. Jest wiosenna sobota, ale pogoda jak najbardziej jesienna. Pochmurno i pada. Dzięki tej yerbie jednak humor bardzo poniedziałkowy zamieniłem w bardzo piątkowy. Odrobina słodyczy na wagę wskazana dla dopełnienia smaku. Wystarczy 10 dag krówek.

Yerba mate Taragui Sin Palo (bez gałązek)
Yerba mate Taragui Sin Palo (bez gałązek)

Taragui – Tropical Maracuya – Znośnie, choć nie jestem pewien, czy fragmenty w naparze to faktycznie marakuja. Pomyślałem, że to połączenie smaków na chybił trafił, jednak marakuja uprawiana jest w tych samych rejonach, co ostrokrzew paragwajski. Efekt nieco lepszy od wersji Pera Mediterranea.

Taragui PLUS Indega – mieszanka – Ze względu na wątpliwe doznania, płynące z próbek prawdopodobnie każdego możliwego do wygenerowania smaku, postanowiłem zmieszać kilka z nich. Są to cztery warianty Taragui (Citricos Del Litoral, Naranja de Oriente, Hierbas Serrenas, Hierbas del Litoral) i dwa warianty Indegi (En Forma, Compuesta Natural). Łącznie otrzymałem ~300g dobrze przemieszanego suszu. Efekty? Silny cytrusowo-ziołowy aromat, do tego bardzo orzeźwiający. Po większej ilości zalań oraz przetrzymywaniu mieszanki w nieszczelnym opakowaniu napar stał się zbyt cierpki. Niemniej, warto było.

Indega – Especial – ponownie – Świeższy susz. Polecam posłodzić miodem wielokwiatowym, jeśli komuś nie odpowiada bardzo gorzki smak yerba mate.

La Selva – Para Nerviosos – Według opakowania zawiera słodkawą, charakterystyczną nutę. Zwróciłem więc uwagę, mimo to jest słabo wyczuwalna.

Pizca del Mondo – Camaqua Organic – Interesujący produkt. Okładka zawiera abstrakcyjne malowidło, prawdopodobnie współczesne. Jest to pierwsza polska marka “fair trade”. Polecam poczytać o tym zjawisku ekonomicznym, sam nie czuję się dość kompetentny by się wypowiadać. Sama yerba jest prażona, to jest mamy do czynienia z suszem ciemno-burgundowym, a nie zielonym. Odbija się to również na smaku. Nie przypadł mi do gustu. Jest jednak jeszcze opcja tradycyjna; Brazylijczycy piją prażoną yerbę z ananasem. Tego jednak nie miałem jeszcze okazji spróbować.

Campeche – Tandetny czajnik na okładce. Kiczowate kolory w tle. Bez uprzedzeń jednak. Yerba ta wyprodukowana została przez producenta Rosamonte, toteż nie jest to podrzędna marka. Zakładam. Smak faktycznie głęboki i aromatyczny, jak wynika z opisu. Nie przewyższa jednak jakością rzeczonej Rosamonte.

Andresito – Elaborada – Na opakowaniu słowo “umiarkowana” pada dwa razy. Domyślam się więc, co oferent miał na myśli; znośną przeciętność. Faktycznie pijalna, ale nie na co dzień. Przypomina mi inną markę, którą recenzowałem. Jeśli dobrze pamiętam, to Taragui. Wybieram jednak Taragui, zdecydowanie.

Fede Rico – La Potente – Wybitnie zatkała mi bombillę. Aromat miętowo-pieprzowy, a smak nie odstaje intensywnością, jak w przypadku sztucznie aromatyzowanych produktów.

El Pajaro – En Forma – Niesamowite! Smakuje niemal identycznie jak mieszanka sześciu próbek, którą wcześniej stworzyłem. Yerba jako taka ma właściwości rozgrzewające, także podczas ruchu również napotne; oto efekt zalecenia “en forma”. W składzie mięta, boldo, senes i siemię lniane.

El Pajaro – Mas Energia – Jest 7:30. Pierwsze zalanie za mną. Ciekaw jestem jak się wytwarza typ “mas energia” bez użycia guarany. W składzie 100% suszu. Moc działania przewidywalna, jest pomiędzy zwykłym naparem a takim z dodatkiem guarany. Brak cech szczególnych. Niemniej, w sam raz na mglisty jesienny poranek.

Fede Rico – Przypomina mi La Mejor. Poza tym zero cech szczególnych. Smak to “jeden z” możliwych dla ostrokrzewu.

El Pajaro – Mento Boldo – W końcu ilość dodatków jest bezspornie wyczuwalna. To, co drażniło mnie w podobnych, ziołowych mate, tutaj ma jak najbardziej pozytywny efekt. Jedna z nielicznych smakowych, którą mogę polecić.

El Pajaro – Fresca – Nie lepiej napisać, że terere? Yerba podawana na zimno tak właśnie jest określana. W składzie 15% mięty pieprzowej, faktycznie daje to efekt bardziej chłodzący.

Colon – Moringa Catuava Burrito – …burrito? Przepraszam co? Sprawdziłem, to jednak gatunek zioła. Pachnie lepiej, niż smakuje. Smak wyrazisty, ale zdecydowanie bardziej polecam tradycyjnego Colona.

El Pajaro – Cedron Burrito – Nie wiem czy istnieje jakieś podobieństwo między El Pajaro a Pajarito, ale ta pierwsza również przypadła mi do gustu. Z tego co mi wiadomo nie jest tak uznana jak Pajarito. Dlatego właśnie producentowi należy się uwaga.

Taragui – Energia PLUS Mate Green – Mas Energia Guarana – mieszanka – Na sam koniec brawurowa mieszanka dwóch yerb energetyzujących. Taragui zawiera sproszkowaną guaranę i pył, Mate Green zaś to szczelnie zamknięty bezpylny susz z owocami guarany. Oba warianty znanych marek to produkty najwyższej klasy. Efekt? Gorzki posmak Taragui neutralizuje mdły posmak Mate Green. Polecam.

Nie dostrzegłeś/aś ani słowa o Pajarito? Słusznie, szczegółowej recenzji Pajarito celowo zaniechałem. Czemu? Spróbuj sam/a. Powiem tylko tyle, że jest to jedna z ważniejszych marek, faworyt wielu.

Słodziki? Zasadniczo w opcji są miód, stewia i fruktoza. Także ksylitol od niedawna dostępny jest w sieciowych sklepach w Polsce. Polecam w takiej kolejności właśnie. Stewia ponoć najlepiej komponuje się z yerbą, jednak to miód zawiera szeroką paletę typów cukru. Najlepiej oczywiście naturalny. Fruktoza jest rozwiązaniem dla osób, które nie mogą używać regularnego cukru. W miejsce wyrobu chemicznego jednak polecam fruktozę, ale w owocach.

Dodatki? Według mnie najlepiej pasują: mleczna czekolada, sok jabłkowy, żurawina, jagody goji (tzw. wesołe jagódki), borówki amerykańskie, aronia, a także owoc granatu. Także sproszkowany, osobno kupiony, imbir, jednak koniecznie z miodem, najlepiej naturalnym. Oczywiście nie wszystko naraz. Yerbę można też z powodzeniem mieszać z miłorzębem japońskim (dla zwiększenia sprawności intelektualnej), hibiskusem (obniża ciśnienie), vilcacorą i/lub catuabą (działa przeciwreumatycznie i rozgrzewająco) oraz z czarną herbatą (tą kombinację degustowałem pod nazwą Chaimate). W łączeniu z piwem nie udało mi się do tej pory uzyskać zadowalających efektów. Świetnie za to pasują Pu-Erh i wspomniany Rooibos.

Co dalej? Do tej pory nie miałem okazji spróbować Romance, czy innych, nieco mniej mniej znanych marek (Barao de Cotegipe, Cachamate: Compuesta / Kurupi, La Rubia, La Merced: Barbacua / De Monte, Laranjeiras, Tucangua). Okazja jednak myślę jeszcze się pewnie nadarzy. Dziękuję za wspólną podróż przez smaki.

Autorem tekstu jest Konrad Panicz


Dodaj komentarz