Powiadom mnie! Wpisz swój email, a my damy Ci znać, kiedy produkt będzie dostępny.
Email Ilość Twój e-mail zostanie wykorzystany tylko do powiadomienia Cię o dostępności.

Tatuś, ale smaczna herbatka!

Autorką tekstu jest Małgorzata Przybylok

Wybierającym się w świat z kocem i termosem proponuję przepis na smaczną herbatkę. Dowolną ekspresówkę zalewamy gorącą, bardzo czystą wodą w ilości odpowiadającej objętości termosu. Zapominamy o cukrze i innych dodatkach. Pozwalamy naparowi dojrzeć i rozkwitnąć przez swobodne, kilkugodzinne chlupotanie. Wypijamy, patrzymy, myślimy. Wracamy skąd przyszliśmy. Służę przykładem.

Herbata w górach: czajnikowy lifestyle
Herbata w górach: czajnikowy lifestyle

Zwykle wstawaliśmy zbyt wcześnie na to, bym czuła, że wakacje wreszcie się zaczęły. Gramoliłam się z pościeli ze smrodkiem niechęci w nosie i chyba tylko świadomość, że nieuniknione jest to, co mnie czeka sprawiała, że siadałam przy stole, na którym tata układał grube pajdy chleba z masłem. Ze szklanek w metalowych koszyczkach parowała gorąca herbata. Szkło matowiało, nitki ciepła uciekały w górę, a odbite w bursztynowym płynie światło powoli docierało do mnie wraz z zapachami śniadania. Chleb był świeżutki i ciepły, masło na nim topniało. Wszystko pachniało inaczej niż w domu.

Sama nigdy nie nosiłam plecaka, a strome ścieżki pokonywałam w trampkach. Tatę pamiętam potężnego na tle nieba, z plecakiem pełnym wspólnych rzeczy, kroczącego dostojnie w ogromnych, ciężkich butach – jak jeszcze jeden górski szczyt, góra w ruchu, Giewont, który wstał, bo na śpiących rycerzy przestał czekać. Warczałam na niego pod nosem, że mnie co roku skazuje na te męczarnie w upale, zamiast zorganizować jakieś „prawdziwe wakacje”. Jakieś frytki z colą, kupowanie badziewia przy deptaku, coś takiego. ”Zdechnę tu! Nigdzie nie dojdziemy.” – z tą myślą wchodziłam na szlak. Beznadzieja z czasem się ulatniała a ja, zamiast grozić, co zrobię światu w odwecie, kiedy już będę dorosła, zaczynałam widzieć i doceniać, i do dziś wierzę, że zostawione w spokoju dzieci tak robią.

Parzenie herbaty w termosie. Jak zrobić herbatę w termosie?
Parzenie herbaty w termosie. Jak zrobić herbatę w termosie?

Niespodziewanie rozstępowały się przede mną krzaczki, gałązki i trawki, a poruszone trampkiem kamyki rozsypywały się w przepaść, o której wiele lat później czytałam, że dudni w człowieku przez nieskończony ułamek sekundy, bo jest wszystkim, czego nie można się spodziewać. I wtedy, och! wtedy mój tata tak potężny, by samemu stać się górą, wciągał w płuca przynajmniej połowę dostępnego w tym miejscu powietrza i mówił: „Oddychaj! Tak pachnie tylko w Tatrach!”. Wiecie, że dzieci najwięcej uczą się obserwując przykład? Połowę tego, czym jestem zgromadziłam oddychając naprzeciw tego, co piękne.

Parzenie herbaty w górach
Parzenie herbaty w górach

Siadaliśmy gdzieś, a ogromny plecak lądował obok ogromnych butów. Znów pojawiał się przed nami grubo krojony chleb, masło i herbata. W brudnobiałej, plastikowej nakrętce termosu z uszkiem trzymałam wtedy już nie napój, a drogocenną porcję dostępnej dziecku mądrości – że powietrze, słońce na skórze, ciało w ruchu i jakaś potężna siła, która żłobi w przestrzeni góry i doły – że to wszystko, co zobaczyłam jest większe ode mnie. „Tatuś, ale smaczna herbatka!” – w domu była burobrązowa, zimna, pod kożuchem osiadającym na szkle, a więc tam, wysoko w górach, poza domem i miastem mieliśmy swoje święto.


Dodaj komentarz