Powiadom mnie! Wpisz swój email, a my damy Ci znać, kiedy produkt będzie dostępny.
Email Ilość Twój e-mail zostanie wykorzystany tylko do powiadomienia Cię o dostępności.

Jak podrabiano herbatę? Fałszowanie herbaty, podróbki herbaty, historia

W 1818 roku popularność i zapotrzebowanie na herbatę w Anglii sięgnęły takiego poziomu, że opłacalne okazało się podrabianie herbaty i wprowadzanie na rynek fałszywych herbacianych liści. Coś, co nie mieści nam się dziś w głowie było wtedy na porządku dziennym. Policja ścigała fałszerzy, a londyńskie gazety miały o czym pisać. Okazuje się, że fałszerze zupełnie nie przejmowali się tym jakie rośliny dobierają do produkcji swoich podróbek. Przed materiałem wyjściowym stawiano nieliczne wymagania. Liście musiały choć trochę przypominać listki herbaciane oraz musiały być łatwo dostępne. Najpopularniejsze okazały się liście tarniny, czarnego bzu oraz jesionu.

Nijaki Edmund Rhodes zatrzymany przez policję w sierpniu 1818 roku miał u siebie po pięćdziesiąt funtów liści każdego z wymienionych gatunków, które jak się okazało zamierzał przetworzyć tak aby imitowały herbatę. Oskarżonemu groził rok więzienia lecz karę zmieniono na grzywnę ponieważ udowodnił, że był jedynie pracownikiem i nie wiedział w jakim celu jego pracodawca gromadzi liście. W trakcie dochodzenia zabezpieczono herbaciane podróbki wykonane z różnych liści. Gotowej imitacji herbacianych liści znaleziono kilka beczek.

Ciekawy i niezwykle przemyślany okazał się sposób podrabiania herbaty. Surowe liście różnych drzew na początku gotowano w wodzie by następnie, jeszcze mokre, smażyć na żelaznej płycie, w trakcie którego pocierano je by nadać im charakterystyczny dla herbaty skręcony kształt. Dla poprawienia koloru używano kampeszynu czyli barwnika stosowanego do zabarwiania tkanin na kolory ciemno niebieski, fioletowy i czarny. Znacznie gorzej wyglądała produkcja podróbki herbaty zielonej. Ta na początek była prasowana i suszona, a następnie rozkładana na arkuszu miedzianej blachy gdzie za pomocą barwnika znanego pod nazwą holenderskiego różu nadawano liściom odpowiedni kolor. Do holenderskiego różu dodawano również śniedzi aby uzyskać kolor bardziej zadowalający. Okazuje się, że ta mieszanina jest śmiertelną trucizną.

Parzenie herbaty w IngenuiTea
Parzenie herbaty w IngenuiTea

Inny skazany fałszerz przyznał, że wyrabiał imitację herbaty również z liści głogu, a nawet liści zbieranych z miejskich żywopłotów.

Jak jednak odróżnić zafałszowane liście od prawdziwej herbaty? Okazuje się, że wcale nie jest to proste zadanie dla osoby nieobeznanej z herbacianym świecie. Pierwsze i najbardziej oczywiste kryterium oceny to porównanie wyglądu liści. Pamiętać należy, że liść herbaty jest podłużny i szpiczasto zakończony. Ma też wyraźne ząbkowanie na krawędziach oraz gładką lśniącą powierzchnie i żywy, zielony kolor. Jeśli spojrzy się na przykład na liść tarniny lub głogu widać, że jest on bardziej zaokrąglony i zakończony tępo. Ma również bardziej oliwkowy kolor i nie jest ząbkowany.

Inna stosowana w tych czasach metoda to poddanie liści zaparzeniu i ocena naparu. Oczywiście nie należy pić podejrzanej herbaty, a skupić się na jej kolorze. Jak pisałem do zabarwienia herbaty czarnej używało się barwnika, który łatwo stwierdzić. Okazuje się, że czarna herbata, która powinna dawać napar brązowawy, o odcieniu bursztynowym naparza się nagle bardzo ciemno, wręcz czarno. Co mogło niedoświadczonych obywateli Anglii nie zdziwić. W końcu to herbata czarna, może tym razem trafiła się jakaś mocniejsza. Problem w tym, że dla każdego kto choć trochę zgłębił zagadnienia związane z herbatą, wiadome jest, że słowo „czarna” w tym przypadku nie odnosi się do koloru naparu lecz liści. Zwróćmy uwagę na fakt, że w Chinach to co Europejczycy nazwali herbatą czarną nazywa się herbatą czerwoną ponieważ jej napar jest właśnie lekko czerwonawy. Trudno jest opisać te barwę ponieważ każdy gatunek czarnej herbaty daje inny odcień naparu od bardzo łagodnego, wręcz podobnego do zielonej herbaty w przypadku delikatnych herbat z Darjeelingu, przez herbaty brązowe, bursztynowe, miodowe, mające lekki odcień czerwonego wina aż po wyraźne, ciemne napary, których jednak wciąż nie można nazwać czarnymi. Dla Chińczyków sprawa była więc prosta. Jest to herbata czerwona. Herbatą czarną, lub ciemną nazywana była późnofermentowana herbata Pu-Erh. Jej napar wygląda niejednokrotnie jak kawa, aromat jest ciężki i ziemisty, a liście brązowawe. No i właśnie one stały się przyczyną europejskiej nazwy tego rodzaju herbat. Europejczycy spotkali się najpierw z dwiema herbatami. Docierały do nich skrzynie, w których jedne liście miały kolor zielony, a drugie kolor czarny. Gdy spotkali się z chińską herbatą czarną uznali, że jej brązowawe liście nie przypominają herbaty czarnej. Nazwano ją zatem herbatą czerwoną.

Jak podrabiano herbatę? Fałszowanie herbaty, podróbki herbaty, historia
Jak podrabiano herbatę? Fałszowanie herbaty, podróbki herbaty, historia

Wróćmy jednak do Londynu. Można założyć, że przeciętny Anglik przygotowawszy sobie fałszywą herbatę, mógł się zdziwić intensywnością jej naparu, ale wciąż mógł nie podejrzewać oszustwa. Na całe szczęście dla konsumentów nie dało się sfabrykować koloru liści i naparu jednocześnie. Jeśli herbata miała mieć czarne liście to sztuczny barwnik musiał również zabarwiać napar. Fałszerze woleli, aby to sucha herbata wyglądała wiarygodnie, ponieważ to ją ogląda kupujący, nie napar. Jeśli oszustwo miałoby wyjść na jaw przy parzeniu, to odbywa się to już w domu klienta, gdy herbata jest już sprzedana, pieniądze zainkasowane, a przestępca nie zostaje złapany na gorącym uczynku.

Przy badaniu fałszywej herbaty można także przeprowadzić dodatkowe zabiegi. Aby dowieść oszustwa wykładano namoczone liście na biały papier. Wtedy zaobserwować dało się nie tylko czarne plamy naparu, ale nawet lekko niebieskawy odcień pozostawiany przez kampeszyn. Inną niezawodną metodą było dodanie do naparu kilku kropel kwasu siarkowego, co sprawiało, że fałszywy, czarny napar natychmiast robił się czerwony. W przypadku prawdziwej herbaty nic takiego nie mogło się wydarzyć. Jeśli zaś chodzi o herbatę zieloną: tutaj jako barwnika używało się trujących związków miedzi. Łatwo jest je stwierdzić przy użyciu innych chemikaliów. Gdy do fałszywego naparu doda się amoniaku ten staje się intensywnie niebieski, w kontakcie z siarkowodorem natomiast czernieje.

Wstęp do parzenia herbaty
Wstęp do parzenia herbaty

Zdarzały się jednak trudne do rozstrzygnięcia sytuacje, gdzie fałszerze nie wypuszczali na rynek podrobionej herbaty, a mieszali ją z prawdziwą aby zaoszczędzić. Tutaj sprawa jest bardziej sporna i do pomocy zaangażować należy chemików. Próbkę herbaty należy spalić, a powstały popiół traktować różnymi substancjami w określonych ilościach co pozwala precyzyjnie określić procentowe stężenie sztucznych barwników.

Wszystko to może się wydawać skomplikowane i absurdalne dla człowieka z naszych czasów. Trzeba wiedzieć jednak, że wtedy herbata była źródłem znacznych przychodów dla jej sprzedawców. Tak znacznych, że rynek zafałszowanej herbaty kwitł i rozwijał się razem z rozwoje zapotrzebowania na drogocenne herbaciane liści. Nie chodziło tutaj jedynie o udowodnienie winy licznym fałszerzom. Wiedza pozwalająca rozpoznać oryginalną herbatę potrzebna była praktycznie każdemu kto chciał mieć pewność, że nie pije właśnie naparu z żywopłotu swojego sąsiada z barwidłem do pończoch jego małżonki. Zdarzały się sytuacje kiedy badano po kilkadziesiąt próbek herbaty na raz i wszystkie okazywały mniej lub bardziej udanymi podróbkami. W niektórych sytuacjach angażowano nawet samego Thomasa Twininga, którego autorytet najbardziej znanego i doświadczonego kupca herbacianego czynił z niego godnego zaufania biegłego.

Dzisiaj tego typu fałszerstwa nie mają już racji bytu. Dzięki usprawnieniu transportu herbata jest stosunkowo niedroga i nie opłaca się już stosować innych roślin aby udawały liście herbaty. Możemy za to spotkać się z zafałszowaną jakością konkretnych herbat lub z fałszowaniem znanych rodzajów herbaty przez nadawanie im formy i wyglądu przypominającego szlachetne gatunki. W niezbyt odległej przeszłości bo w połowie ubiegłego wieku zdarzały się fałszywe herbaty pochodzące z plantacji gruzińskich. Tutaj dodawano do suszu herbacianego różnego rodzaju wypełniaczy takich jak trociny drzewne. Był to jednak czas gdy wyeksploatowane i wyjałowione przesadnym nawożeniem plantacje w Gruzji zaczęły upadać. Dzisiejsza produkcja Gruzji jest już znów na poziomie z czasów świetności.

Autorem tekstu jest Rafał Przybylok


Dodaj komentarz